« Older Home
Loading Newer »
Nov7th2006

A little bit przeprowadzka.

Z małymi problemami, ale w końcu mój blog ruszył na płatnym hostingu. Żegnajcie ohydne reklamy ! Ten adres jest ostatnim, jedynym i prawdziwym.
Żeby mnie nie wyłapały za szybko spam boty :
h t t p : // p a n p i e p r z . l i v e n e t . p l
Zapraszam !


Nov6th2006

Ausflug nach Berlin.

Pomysł wycieczki do Berlina narodził się taradam…w pociągu osobowym relacji Rawicz - Leszno. Nie pamiętam o czym była rozmowa, ale wygląda na to, że po raz kolejny wyraziłem tęsknotę do Niemiec i w wyniku pewnych przemian myślowych doszedłem do wniosku, że chciałbym tam pojechać w te święta bożego narodzenia i poczuć tą atmosferę. Wspierany przez Paulinę, najlepszą towarzyszkę i słuchaczkę moich lamentów, stwierdziłem, że dla chcącego nic trudnego. Właściwie, ona to stwierdziła, ja tylko się zgodziłem. Pierwsze zadanie było proste - znaleźć jakiegoś kompana, od razu wiedziałem kto nim będzie, a jest (już!) nim Maciej. Gratuluję Macieju! Drugie zadanie to obmyślenie wszystkiego - tak, na cacyk. Voila ! Oto rezultat 2h godzin grzebania w internecie.

1. Dojazd do Berlina
- Intercity - dojeżdżamy na dworzec Ostbahnhof, z którego do schroniska mamy bliżej
- lub najpierw do Kostrzyna potem do Berlina, osobowym - tu dojeżdżamy na dworzec Lichtenberg
Muszę się tylko na pkp’cu zorientować jak to wszystko wygląda cenowo.

2. Dojazd do schroniska
- Dojazd z Lichtenbergu. Naszym głównym środkiem lokomocji, jak to pięknie brzmi, byłoby U-Bahn (czyli metro). Podróż zaczynamy właśnie ze stacji Lichtenberg (czyt. Liśtenberg). Po drodze mamy jedną przesiadkę i docieramy do Potsdammer Platz, skąd jż blisko do schroniska.
- Dojazd z Ostbahnhof czyli gdybyśmy jechali InterCity. Znowu mamy stację pod nosem, i przesiadamy się w tym samym miejscu co gdybyśmy jechali z Lichtenbergu i stamtąd znowu na Potsdammer Platz.

3. Schronisko
a) Pod uwagę brałem w zasadzie tylko jedno schronisko należące do Jugendherberge, czyli takiej ogólnoniemieckiej organizacji coś jak PTTK. Schronisko nazywa się “International”. mieści się przy ulicy Kluckstrasse 3, skąd blisko do naszej stacji Potsdammer Platz. Czytałem recenzję na jego temat i wypadła bardzo pozytywnie, więc myślę, że bez większych przeszkód moglibyśmy się tam zakwaterować. Jak sama nazwa mówi, jest to schronisko międzynarodowe, więc będzie qpa ludzi z zagranicy, to dobrze.

b) Teraz o cenach w schronisku. Interesują nas dwie opcje : nocleg tylko ze śniadaniem lub połowa wyżywienia. Za pierwszą opcję płacimy 21 ojro, a za drugą 26 ojro, oczywiście za dobę. Jest jeszcze opcja z pełnym wyżywieniem, ale chyba damy radę bez jakiejś wielkiej kolacji.

c) Ośrodek jest zamykany o godzinie 23, można jeszcze przez półgodziny ewentualnie przyjść. 23.30 to ostateczne zamknięcie. Żadnego głośnego słuchania muzyki i te sprawy, czyli pierdółki.

4. Weihnachtsmarkt
I tu zaczynają się nasze schody. Szkolna przerwa świąteczna zaczyna się nam jakoś dzień przed właściwymi świętami a o tej porze jest już właściwie koniec wszelkich jarmarków. Pozostaje takie wyjście, że machniemy ręką na ten jarmark i pojedziemy sobie zaraz po świętach.

5. Prośba
Mam prośbę do wszystkich, którzy mają jakieś doświadczenia z Berlinem. Napiszcie co warto zobaczyć, gdzie bywać, a gdzie nie. Przede wszystkim potrzebuję informacji na temat schronisk, gdzie i jakie ceny.

Nov5th2006

Trannsss… nieprawdziwe zdarzenie progresywne

Spektakl lub raczej widowisko Ewy Wycichowskiej, znanej choreograf, tancerki oraz dyrektor Polskiego Teatru Tańca w Poznaniu. Po raz pierwszy byłem na czymś takim. Ten psychodeliczny obraz mnie po prostu przygniótł. Nie widziałem jeszcze takiego autentyzmu w oczach aktorów. Normalne przedstawienie to przede wszystkim gra, żeby nie powiedzieć sztuczność. Zaś w tańcu i ruchach tych tancerzy widziałem coś prawdziwego, że oni pokazują to co rzeczywiście czują. Cholera, trudno to tak wyrazić. Patrzyli głęboko w oczy publiczności, jakby wbijali szpilki. Nie potrafię zinterpretować tego spektaklu jako całość, nie potrafię powiedzieć o czym był. Może na tym polega jego piękno ? Jeśli będziecie mieli okazję obejrzeć “Transss…” nie zastanawiajcie się, to trzeba zobaczyć.


Nov3rd2006

Auf deutsch, bitte

Czyli powrót do korzeni. Za rok matura i trzeba się trochę podszkolić w kwestii języka niemieckiego. Godzin mam mało bo tylko 2 + 1h fakultetu, dlatego zaczynam działania na własną rękę. Zainstalowałem ICQ, dostałem jakiś kosmiczny numer, którego nikt nie jest w stanie zapamiętać i starym dobrym sposobem, powolutku i bez pośpiechu wpisujemy w wyszukiwarce : Country : Germany, Language : German, Gender : Female, Age : 18 - 22. Jasne, że lepiej szukać kobitek, bo te zawsze są jakoś przyjaźniej nastawione. Teraz posłużę się mafijnym slangiem. Walisz jakiegoś bajera, jaki to jesteś biedny itd. pochodzisz z zaściankowej Polski, harujesz jak wół 6 lat nad niemieckim, za rok Abitur a ty nie umiesz, nie umiesz (!) jeszcze płynnie szprechać. No i taki bajer powinien wystarczyć na dobry początek, później to wiadomo : wofur interessierst du dich, i te sprawy. Dobra, uśmiałeś się (nie?). Teraz będzie sentymentalnie. Kocham niemiecki, kocham ten kraj, chcę tam, żyć i poznać jakąś Helgę, i nikt mi nie wmówi, że Niemki, są brzydkie ! W razie gdybym nie znalazł jakieś miłej koleżanki do pogadania na ICQ to zostali mi tzw. Brieffreunde, czyli korespondencja emailowa. Obydwu sposobów nie można porównywać bo każdy ma swoją własną specyfikę i innych zdolności nabywa się czatując na ICQ a innych pisząc powoli i starannie emaile. Do matury przydają się obydwie techniki : ICQ to w zasadzie ustna matura, emaile - pisemna.

P.S. Wkurza mnie to zasrane yoyo.pl jak tylko będzie kasiora to wale na płatny hosting.

Update :
Kathrin odpisała ! Ha ! Bo w ludzi trzeba wierzyć.

Hi Michael
wo genau aus Polen kommst du?
Achja, also erst mal was über mich: Ich bin 16 Jahre alt und gehe in die 10. Klasse auf ein Gymnasium….

i tak dalej

Oct11th2006

Pani, ni ma czasu.

Kompletny zasyp w szkole, sprawdzian za sprawdzianem, kartkówka za kartkówką. Tak jest co roku o tej porze. Przychodzi moment, że nauczyciele wpychają po 3 sprawdziany tygodniowo i bądź tu człowieku mądry, a nie na same sprawdziany trzeba się uczyć. Pozostaje cała reszta przedmiotów olanych ciepłym porannym - moczem. Masa zaległości, niedouczeń. Nawet gdybym chciał się tym wszystkim zająć to “Pani, ni ma czasu”. Przepraszam, ale nie zamierzam codziennie siedzieć przy książkach do godziny “0″. Wydajność mojej istoty szarej o tym czasie jest żadna. Najbardziej mnie wkurza ta cała pierdziologia i system nauki w liceum jak muszę przysiąść przy jakimś większym materiale typu polski, biologia. Robię notatki, dużo notatek, a gdy przychodzi sprawdzian nagle do nauczenia jest 40 kartek, czyli 80 stron. Daj pan spokój. Wiem, że zaraz ktoś się odezwie : nie marudź bo na studiach będziesz czytał całe książki na jeden egzamin. Kto inny powie, że robię z siebie jakiegoś niewolnika oświaty, skoro wszyscy tak mieli ale prawda jest taka, że człowiek chcąc wyjść z jako takim świadectwem to musi zapierdzielać jak nienormalny i zapomnieć o np. życiu towarzyskim, nie mówiąc już o jakichś większych rozrywkach. Ja na szczęście jeszcze nie muszę, ale znam osoby, które zasuwają też w soboty. Akurat dla mnie to dzień święty, a te należy święcić. Przy okazji omawiania “Dziadostwa” na polskim, nieskromnie stwierdziłem, że jestem takim Konradem vel. Gustawem, tylko do dzisiaj nie wiem, o co lub w imię czego walczę. Milijonem nie jestem, za milijony nie cierpię, słabo utożsamiam się z narodem, Bogu się też niby nie sprzeciwiam. Wiem ! Improwizuję, czego najlepszym dowodem jest ten tekst. Młodzieży licealna trzymajta się.


Sep24th2006

Pamięć.

Wychodzisz z domu, zakluczasz drzwi i na ulicy przychodzi nagle to dziwne uczucie : czy zamknąłem drzwi ? Można by się sprzeczać czy nawyki i odruchy, których nabieramy w ciągu życia są dobre czy złe. Jednak skoro nasz mózg je tworzy to muszą się do czegoś przydawać. Zamykanie za sobą domu gdy wychodzimy jest nawykiem bardzo przydatnym, jest to tzw. odruch warunkowy czyli taki który został wytworzony w odpowiedzi na wykonywane czynności. Dlaczego jednak zapominamy o tym czy zamknęliśmy te cholerne drzwi ? Po to mózg wytwarza odruchy i nawyki, aby nie zaśmiecać sobie nimi pamięci. Gdybyśmy musieli pamiętać o każdej takie pierdółce to mało kto byłby jeszcze o zdrowych zmysłach. Jest to bardzo dobry przykład na to jaki nasz mózg jest sprytny i jak, często nam nieświadomym jego działania, potrafi ułatwić życie.


Sep5th2006

Małe Kina

Całkiem niedawno w moim Rawiczu zostało otwarte kino. Władze miasta zapowiadały jego otwarcie już parę dobrych lat, ale nic konkretnego w jego temacie się nie działo aż do teraz. Owe kino nosi nazwę jak zza dawnych lat - “Promień” i jest to ukłon w stronę starego kina, zamkniętego gdzieś w połowie lat 90′. Pamiętam, że wtedy, jako kurdupel załapałem się z rodzicami na dwa filmy “Flinstonowie” i “Król Lew”. Chociaż minęła już przecież ponad dekada to jak widać kino to pozostawiło trwały ślad w mojej pamięci. Pamiętam kolejkę do kasy, przepychanie się w wejściu, całą masę wafelków zjedzonych podczas seansu, a przede wszystkim ojca czytającego mi do ucha tekst. Wspomniane seanse były prawdopodobnie jednymi z ostatnich w historii kina “Promień”. Niegdyś świetnie prosperujące i przyciągające rawickie rzesze kino upadło w 95′ roku. Dobrze, dość już wspomnień. Nowa sala kinowa mieści się w budynku gimnazjum (o kolosalnych rozmiarach). Kino miało powstać wraz z budową owej szkoły, ale najwidoczniej zabrakło pieniędzy i sala przez długi czas leżała odłogiem. Po kilku latach miasto zainteresowało się jej losem i coraz częściej zaczęto przebąkiwać o otwarciu. Najpierw gazety donosiły o wyposażeniu w projektor, nagłośnienie, potem sprawa ucichła. Znowu musiało upłynąć trochę wody w Wiśle, aby wszem i wobec ogłosić, że powstaje Kino “Promień”. Szczerze mówiąc podszedłem do tej informacji dość sceptycznie, bo co też takiego może nam zaserwować mała miejska sala kinowa w 20 tys. miasteczku. O dziwo może wiele. Pokrótce przejrzałem repertuar na najbliższe 2 miesiące, a “oh i ah” nie było końca. Chciałbym od razu wyjaśnić, że filmy pojawiają się z około 2-3 tygodniowym opóźnieniem, co nie zmienia faktu, że włodarze postarali się o repertuar z prawdziwego zdarzenia. Jakie jest menu : “Garfield 2″, “MI 3″, “Kod Da Vinci”, “X-Men 3″, “Auta”. Chcąc się przekonać o możliwościach, że tak powiem audiowizualnych Kina “Promień” po prostu wybrałem się do niego. Ekipa była 3 - pokoleniowa : ojciec, córka, syn (ale syn nie ma siostry - zagadka taka ;-) ) W poniedziałek o godz. 20 grano X-Men 3. Nie nastawiałem się wybuch entuzjazmu po obejrzeniu tego filmu, ale przecież nie o to chodziło !. Jak spisała się sala kinowa ? Można powiedzieć, że na 5, pomijając całe gówniarstwo, które dookoła nas siedziało i szeleściło jakimiś paczkami. Krew człowieka zalewała. Nagłośnienie : podobno instalowane przez Niemców, więc nie śmiem się przyczepić. Ekran : początkowo operator miał jakiś problem z dostosowaniem obrazu do ekranu ale 10 sekund i po kłopocie. Wyposażenie : no boskie, wszystkie siedzenia w ładnym czerwonym materiale z wyhaftowanymi złotą nicią numerami. Dodatkową hmm.. atrakcją (?) Jest to, że można sobie wybrać miejsce. Na seans przychodzi 40 - 30 osób toteż 2/3 miejsc jest wolne. Reasumując kino jest świetne i na pewno zajrzę tam w najbliższym czasie, nie raz.

Najlepsze te małe kina
w rozterce i w udręce,
z krzesełkami wyściełanymi
pluszem czerwonym jak serce.

K.I. Gałczyński “Małe Kina”


Aug27th2006

Rollins i inne chłopaki.

Wszystko przez bony na książki, które dostałem ze świadectwem ( z paskiem, a jakże!). Musiałem je zrealizować, a że nie zamierzałem ich wydać na przeklęte podręczniki toteż kupiłem powieść Jamesa Rollinsa “Lodowa Pułapka”, coś na pograniczu “Epoki lodowcowej” i “Szklanej pułpaki” ;-) . Pisałem już o tym wcześniej. Przyznaję, że było to zwykłe czytadło dla zabicia czasu. Natchniony jakimiś dziwnymi siłami nieznanego mi pochodzenia zapragnąłem uwaga, uwaga…czytać. Najpierw sięgnąłem po osławionego Terrego Pratchetta “Nomów Księga Wyjścia”. Rozczarowałem się strasznie, humor i tematyka nie dla mnie. Wybaczcie jeśli w tym momencie uraziłem jakiegoś zagorzałego zwolennika Pratchetta. Wypożyczyłem też inne jego książki z serii Świat Dysku, jednak już trochę uprzedzony do autora nie ruszyłem ich. Może kiedyś zrobię jeszcze drugie podejście, kto wie. Puszczając Pratchetta w niepamięć zanurkowałem w merlinie - thrillery i powieści sensacyjne. Znalazłem kilka pasujących mi pozycji “Infiltratorów” Morella, “Cieniste Ognie” Koontza. Pierwsza okazała się totalną pomyłką. Książka bez polotu, wszystkie zagadki, o ile o takowych można pisać, wyjaśniają się w połowie lektury. Jeden jedyny raz zrobiło się strasznie, ale autorowi chyba niespecjalnie chciało się budować jakieś napięcie, dlatego cała reszta to już pic-na-wodę-fotomontaż. W ogóle odniosłem wrażenie jakby ten facet pisał przysypiając. Dziwi mnie tym bardziej jeden z komentarzy jakoby książka trzymała cały czas w napięciu. Może i jestem totalnym ignorantem jeśli chodzi o literaturę, no ale ludzie takie bzdury wypisywać (?). Przyznam, że tym komentarzem kierowałem się kupując tą książkę i dlatego też taka wtopa. “Cienistych Ogni” Koontza jeszcze nie czytałem, bo pożyczyłem. Mam nadzieję, że czas poświęcony na jej przeczytanie nie będzie straconym. Kupiłem jeszcze jedną książkę, tym razem w rawickiej księgarni, David Baldacci “Krytyczny Moment” i ta okazała się strzałem w przysłowiową dychę. Wyraziści bohaterowie, wszędzie jakieś zagadki, podejrzani są wszyscy, dobrze dawkowane napięcie. Jedyną wadą książki jest to, że pod koniec cała intryga zaczyna robić się skomplikowana i trzeba dość uważnie czytać żeby się nie pogubić. Będąc pod wrażeniem filmowej wersji “Ojca Chrzestnego” przymierzam się kupna jej książkowego pierwowzoru, zobaczymy z jakim rezultatem.


Aug16th2006

Wypnij się, a nie zabij się.

Nie opiewałem jeszcze na blogu moich zakupów : pedałów i butów SPD, bagażnika, błotników. Wszystko wyszło mnie X00 zł z hakiem. Nie pytajcie ile, ciekawość to pierwszy stopień do piekła :] Butki Shimano SH-MT20, pedały Author A-Sport. Jeszcze nie przejechałem na nich dużo, ale już mogę powiedzieć, że jestem z nich jak najbardziej zadowolony. Owszem specyfika jazdy się zmieniła : trzeba przyzwyczaić nogi (dokładniej stawy kolanowy i biodrowy) do takiego a nie innego ułożenia nogi. Regulacja bloku w bucie powoduje, że ułożenie stopy i sposób pedałowania niewiele się zmienił. Tak jak wcześniej pedałuje raczej palcami, nie śródstopiem. Przyznaję, że pierwszy odcinek do Chojna, jakieś 10 km, nie należał do najprzyjemniejszych w mojej karierze, ale tak jak pisałem wcześniej jest to kwestia przyzwyczajenia i wyrobienia w sobie pewnych nawyków, o których zaraz. Co do samych butów, to są one niby przystosowane do zwykłego chodzenia, ale chodzi się w nich nieszczególnie dobrze, dlatego, że bloki które są niejako wbudowane w podeszwę wystają poza nią. Powoduje to efekt kołysania i skrzypienia. Oczywiście mowa o chodzeniu na asfalcie, bo na miękkim podłożu nie ma żadnej różnicy. But mocno trzyma stopę, dzięki sznurowadłom, które równomiernie się zaciskają. Inaczej sprawa się ma gdy kupimy buty na rzepy wtedy (podobno) część stopy (ta poza rzepami) jest lekko luźna. Polecam jednak samemu przetestować i nie wierzyć mi na słowo. Teraz o nawykach. Wyrobić trzeba w zasadzie ich pięć. Pierwszy : po podjechaniu na skrzyżowanie, czy na krótki postój wypinamy jedną stopę, tę silniejszą i przechylamy lekko rower na jej stronę. Ja dzisiaj tego nie zrobiłem i z drugą nogą w bloku prawie poleciałbym na ziemie. Drugi nawyk to wypinanie się z bloków jeszcze przed zatrzymaniem roweru, inaczej polecimy jak kamień i znowu najpierw wypinamy nogę silniejszą. Kolejna rzecz, o której trzeba pamiętać to koncentracja przy hamowaniu np. na skrzyżowaniu, podjeżdżamy powoli i patrzymy jak się sytuacja ma, wypinamy się czy nie ? Jadąc po piachu lepiej zrezygnować z twardych przełożeń, bo nie wiemy czy nagle nie wpadniemy w jakąś babkę piaskową, a wtedy to już tylko goodbye america ;-) Unikajmy też mokrego piasku albo błota, inaczej zabryzgamy sobie bloki i nie ma co marzyć o wpinaniu się w pedały bez uprzedniego oczyszczenia buta. Ostania rzecz, pamiętajmy, że jesteśmy wpięci, bo na początku to różnie z tą pamięcią bywa. Na koniec pointa : Jeżdżąc na pedałach SPD jednoczymy się z rowerem, stajemy się jednością. Wiecie, żart taki.


Aug13th2006

Pozdrowienia z siodełka.

Jeżdżę już jakiś czas i kilka razy przydarzyła mi się taka oto sytuacja : wszyscy w grupie, widzę znajomego jadącego  naprzeciwka lub idącego chodnikiem i nic tylko mówię “cześć”, odpowiedzi nie ma. Podobno milczenie jest złotem, ale chyba nie wtedy gdy się kogoś pozdrawia, co ? Dlatego też chciałbym wystosować apel do wszystkich moich znajomków. Jeśli widzicie rowerzystę to, proszę, błagam, rzućcie chociaż na chwilę okiem cóż to za dziwak, pasjonata, podróżnik. Nie mam pojęcie co sobie myślicie o takim człowieczku ubranym w obcisłe ciuszki i kask, ale pomyślcie cokolwiek, niech on zajmie wam choć chwilę, wsadźcie sobie jego obrazek do którejś z szufladek w mózgu, wtedy ani ja ani wy nie będziecie zdziwieni gdy usłyszycie “cześć”. Pozdrowienie w ciszę to jedna z najgorszych rzeczy dla rowerzysty. Czuje się wtedy lekkie ogłupienie. To cześć.



O mnie

Poruszam się na rowerze dwukołowym. W tym roku, jak dobrze pójdzie, pokonam 4000 km, co i tak nie jest wielkim wyczynem.